Blog Dariusza Lipińskiego

Rowerem do Santiago (13): Carrión de los Condes – Sahagún – Matallana de Valmadrigal – Mansilla de las Mulas – León (115,87 km)

leave a comment »

Rano dziewczyna z recepcji (Polka) mówi mi, że nawet Hiszpanie nazywają okolice Carrión de los Condes „pustynią”, co wydaje mi się przesadą, bo wokół są jednak pola zboża i ścierniska, a nie – na przykład –  step. Ale upalnie jest już kiedy wczesnym przedpołudniem opuszczamy to pełne uroku miasteczko. I znowu jedziemy przez monotonny, płaski krajobraz, ale wreszcie sprzyja nam nasz dotychczasowy przeciwnik: wiatr. Chyba po raz pierwszy od naszego wyjazdu z Paryża popycha nas i to dość energicznie. Szybko mija nam te czterdzieści kilometrów, jakie dzielą nas od Sahagún.

To kolejne ważne miasteczko na Szlaku Jakubowym, ale w środku dnia wygląda jak wymarłe, nawet albergue dla pielgrzymów, gdzie chcieliśmy zdobyć pieczątki do naszych paszportów pielgrzyma (trzeba trochę intensywniej zbierać te pieczątki) wita nas zamkniętymi drzwiami. Zjadamy obiad, oglądamy kilka kościołów, niestety tylko z zewnątrz, bo kościoły też są pozamykane (Przenajświętszej Trójcy – XI-XVI w., św. Jana z Sahagún – XVII w.). Przejeżdżamy pod siedemnastowiecznym łukiem św. Benedykta, potem po zbudowanym jeszcze w czasach rzymskich, przebudowywanym w 1085 r. oraz wiekach XVI i XIX moście na rzece Cea i znów jedziemy w upale, a wiatr pomaga nam już mniej, bo zmieniliśmy trochę kierunek jazdy.

A po drodze coraz częściej spotykamy pielgrzymów pieszych, idą pojedynczo lub dwójkami/trójkami.  Pogrążona w myślach dziewczyna śpiewa o Miłości, dla tej Miłości. Oni mają o wiele trudniej od nas. Jest straszny upał. W León będą 3 dni po nas, a w Santiago pewnie 10-14 dni. Żywię do nich ogromny szacunek.

W Matallana del Valmadrigal robimy dodatkową przerwę, trzeba dużo pić i posiedzieć trochę w cieniu. W Mansilla de las Mulas kolejna krótka przerwa, w albergue podbijamy nasze paszporty pielgrzyma. Wydaje się, że w León będziemy o rozsądnej porze, ale przy zjeździe do miasta Tomek łapie gumę, a ja nie wiedząc o tym (jadę pierwszy) szczęśliwie pędzę przez cztery kilometry ostro w ł. Z zapasowymi dętkami w sakwie. W efekcie dojeżdżamy na miejsce późnym wieczorem.

Reklamy

Written by Dariusz Lipiński

28/07/2016 @ 09:28

Napisane w Bez kategorii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: