Blog Dariusza Lipińskiego

Rowerem do Santiago (10): Puente la Reina – Ayegui – Los Arcos – Logroño – Nájera – Santo Domingo de la Calzada (126,76 km)

leave a comment »

Puente la Reina to małe, niespełna trzytysięczne miasteczko, będące jednak jednym z najważniejszych punktów orientacyjnych na Szlaku Świętego Jakuba. Tu bowiem zbiegały się ostatecznie wszystkie cztery francuskie trasy Camino: do połączonych ze sobą wcześniej dróg idących przez Tours, Limoges i Puy, tworzących Camino navarro, dołączała tuluzańska (Via Tolosana), która na terenie Hiszpanii nazywała się Camino aragonés. Od Puente la Reina biegł już tylko jeden wspólny szlak francuski, Camino francés. Fakt ten upamiętnia napis na pomniku pielgrzyma, stojącym przy wjeździe do miasteczka od strony Pampeluny: Y desde aquí todos los caminos a Santiago se hacen uno solo, I odtąd wszystkie drogi do Santiago stają się jedną. Pielgrzym z pomnika w prawej ręce dzierży pielgrzymi kij i muszlę świętego Jakuba.

Nazwa miasteczka – Most Królowej – pochodzi od XI-wiecznego mostu na rzece Arga, zbudowanego na potrzeby pielgrzymów na polecenie ówczesnej królowej Nawarry, historycy nie są zgodni co do tego której. Ten dar monarchini, który bardzo ułatwił ruch pielgrzymów, a przez to rozwój miasteczka, istnieje do dziś; na mnie zrobił duże wrażenie.

Z Puente la Reina Droga Świętego Jakuba biegnie na zachód. Mija Estellę, o której średniowieczny kronikarz Camino, Aymeri Picaud pisał, że to skrawek żyznej ziemi, gdzie nie brakuje dobrego chleba, wybitnego wina, mięsa oraz ryb. Chleba, mięsa ani ryb w Estelli nie kosztujemy, ale zaraz za nią jest Ayegui, w którym znajduje się słynny klasztor Monasterio de Santa María la Real de Irache, którego początki sięgają VIII wieku, a niektóre dziś istniejące fragmenty pochodzą z XI wieku. Współcześnie jednak najbardziej znane jest Fuente del vino, źródło wina, z dwoma kurkami: z lewego płynie wino, z prawego woda. Źródło jest darmowe, ale warto stosować się do wypisanych obok maksym o charakterze dydaktycznym: A beber sin abusar te invitamos con agrado (Z przyjemnością zapraszamy cię do napicia się bez przesady). Oraz: Peregrino si quieres llegar a Santiago con fuerza y vitalidad de este gran vino echa un trago y brinda por la felicidad, w wolnym tłumaczeniu: Pielgrzymie, jeśli chcesz dotrzeć do Santiago silny i żywotny, łyknij jednego za pomyślność.

Łykamy więc jednego i jedziemy dalej. Na obiad zatrzymujemy się w Los Arcos, to nasz ostatni przystanek na terenie Nawarry. Nad miasteczkiem góruje, majestatyczny na tle błękitnego nieba i białych skłębionych chmur, kościół Santa María de Los Arcos, pierwotnie romański (XII w., jeden z największych kościołów na Szlaku), obecnie barokowy. Jedzie się wspaniale. Przed Logroño wymyślam termin „ściecha rowerowa”. Co to jest? To jest bardzo duża ścieżka. Powstaje wtedy, gdy przy drodze krajowej lub wojewódzkiej, mniej więcej równolegle do niej, buduje się autostradę. Tak to, zdaje się, wyglądało w Hiszpanii: zbudowali potężną sieć autostrad i ruch samochodowy do tego stopnia przeniósł się na nie,  że po dawnej drodze krajowej/regionalnej możemy śmigać niepokojeni przez pojedyncze samochody może raz na dziesięć minut; inna sprawa, że to sobota, więc może to ma też wpływ na mniejszy ruch. Ściecha rowerowa.

Przy wjeździe do Logroño pielgrzymów wita doña Felisa, o której czytałem jeszcze w Polsce. Wprawdzie bez jej pieczątki w paszporcie pielgrzyma kompostelkę, czyli zaświadczenie o odbyciu pielgrzymki, można zdobyć, ale jest się tylko amatorem, a nie prawdziwym koneserem. Rozpędzony, przemknąłbym obok niej bezpowrotnie, na szczęście Tomek był bardziej spostrzegawczy i zdążył mnie zatrzymać. Mówię doñi Felisie, że jest sławna, znana nawet w Polsce. El mundo es pequeño, świat jest mały – odpowiada skromnie. Oprócz słynnej pieczątki i autografu zdobywam także wspólne zdjęcie.

Przy wyjeździe z Logroño gubimy gdzieś naszą „ściechę”, trochę błądzimy po jakichś doświadczalnych winnicach i innych chęchach, z „Krzycha” (patrz: wpis nr (5)) nie ma wielkiego pożytku, ale wreszcie docieramy do Navarrete, w którym Szlak Świętego Jakuba przecina się z Camino Ignaciano, biegnącym śladami św. Ignacego Loyoli. Zanim dotrzemy do Nájera (w tutejszym kościele mają relikwię: cierń z korony Chrystusa) musimy wykonać objazd przez miejscowość Sotés, co wymaga potwornej wspinaczki; trening przed kolejnymi trudnymi etapami.

Wreszcie stajemy na wzniesieniu, z którego już widać Santo Domingo de la Calzada. Czytelnicy „Pielgrzyma” Paulo Coelho pamiętają zapewne scenę, w której narrator i jego przewodnik Petrus spoglądają z góry na miasteczko, w którym – wyjątkowo podczas ich wędrówki – mają nocować w luksusowych warunkach: w parador nacional, byłym klasztorze, przerobionym na ekskluzywny hotel. Narrator już marzy o pieli i wygodnej pościeli, ale Petrus niespodziewanie poddaje go kolejnej próbie pozostawiając na noc w szczerym polu. My właśnie chyba z tego samego miejsca patrzymy na Santo Domingo de la Calzada, a nocleg mamy zarezerwowany (bo też postanowiliśmy ten jeden raz zaszaleć) właśnie w owym parador nacional.

Reklamy

Written by Dariusz Lipiński

25/07/2016 @ 08:08

Napisane w Bez kategorii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: