Blog Dariusza Lipińskiego

Rowerem do Santiago de Compostela (1): Paryż – Étampes – Orlean (122,3 km)

leave a comment »

Planowaliśmy z Tomkiem ten wyjazd od wielu miesięcy, a tu od początku okazało się, jak zawodne potrafią być nawet najprostsze plany. Chcieliśmy wyruszyć spod Wieży Świętego Jakuba około dziewiątej, by w połowie etapu zjeść le déjeuner w Étampes i po południu dotrzeć do Orleanu, mieć czas na zwiedzanie miasta itd. Tymczasem tuż po wyjeździe z hotelu, przy Boulevard Rochechouart, Tomek „łapie laczka” na tylnym kole. Wymiana dętki, ruszamy dalej i przy sąsiednim Boulevard de Magenta Tomek ponownie „łapie laczka”. Wymiana dętki, pompowanie nowej, która ni z tego, ni z owego wybucha Tomkowi w dłoniach. W ten sposób w ciągu kwadransa pozbyliśmy się trzech dętek, a przy okazji zdeformowała się też opona. Na szczęście znajdujemy podpowiedziany mi przez pana z kiosku sklep rowerowy, obkupujemy się w dętki i opony i – tym razem już prowadząc rowery, by omijać leżące w dużych ilościach na ulicach i chodnikach potłuczone szkło – po trzynastej (!) lądujemy pod Wieżą Świętego Jakuba. Tomek marzy, by wreszcie znaleźć się na „francuskiej prowincji”, gdzie nie będzie tyle rozbitego szkła, jeszcze pożałujemy tego marzenia, przynajmniej ja.

Wieża Świętego Jakuba (z dzwonnicą) jest pozostałością dawnego (z XI lub XII wieku, a według niektórych źródeł jeszcze starszego ufundowanego przez Karola Wielkiego) kościoła Świętego Jakuba od Rzeźników (Saint-Jacques-de-la-Boucherie), których dzielnica znajdowała się wokół niego. Kościół posiadał relikwię św. Jakuba Większego i był znanym miejscem pielgrzymek. W czasie rewolucji francuskiej został rozebrany, a kamienie, z których był zbudowany sprzedano. Wieża była punktem początkowym pielgrzymek do Santiago de Compostela, tak przynajmniej utrzymuje płyta pamiątkowa podarowana Paryżowi przez Hiszpanię w roku 1965. Tu rozpoczynał się jeden z czterech historycznych szlaków wiodących z Francji do Grobu św. Jakuba, Via Turonensis, czyli droga wiodąca przez Tours; trzy pozostałe to Via Tolosana (zaczynający się w Arles i przechodzący przez Tuluzę), Via Lemovicensis (z Vézelay przez Limoges) i Via Podiensis (od łacińskiej nazwy Puy-en-Velay w Owernii, gdzie brał swój początek). My planujemy, z drobnym odstępstwem w Kraju Basków, przejechać Via Turonensis.

Zanim jednak wyjedziemy z Paryża, następuje dalszy ciąg kłopotów. Skręcam z jezdni w zauważoną w ostatniej chwili ścieżkę rowerową, wciskam się na sporej szybkości pomiędzy dwa słupki i … trach! Zapomniałem, że jestem dużo „grubszy” niż zazwyczaj, bo po bokach mam sakwy. I właśnie jeden z dwóch zaczepów przy lewej sakwie wyłamałem. Ale jakoś to łatamy i wreszcie wyjeżdżamy z Paryża. Plan ogólny był taki, aby w środku dnia robić dłuższą przerwę na posiłek (ze szczególnym uwzględnieniem miejscowych specjałów, wszak zamierzamy przejeżdżać przez wiele okolic słynących ze sztuki gastronomicznej) i pozwiedzanie. Ale do Étampes udaje nam się wjechać dopiero koło siedemnastej, więc z tych planów niewiele wychodzi. To około 25-tysięczne miasteczko było w przeszłości stolicą hrabstwa, a później księstwa i jako takie – ważnym ośrodkiem religijnym na Via Turonensis. Śladem tego znaczenia jest szereg budowli sakralnych powstających od XI/XII wieku: kolegiata Notre-Dame-du-Fort, kościół św. Marcina z renesansową krzywą wieżą i kościół św. Idziego. Oglądamy tylko tę pierwszą, zjadamy jakiś dość obrzydliwy kebab (!) i ruszamy dalej. Z Étampes kontynuujemy jazdę do Orleanu drogą krajową N20 mijając Angerville, Toury i Artenay. (Louis Blériot, który w 1909 roku jako pierwszy przeleciał nad Kanałem La Manche, rok wcześniej odbył pierwszy lot między dwoma miastami w obie strony właśnie pomiędzy Toury i Artenay; założone w tamtych latach lotnisko Étampes-Mondésir istnieje do dzisiaj, mijaliśmy je po wyjeździe z Étampes.) Po drodze złorzeczę marzeniom Tomka o francuskiej prowincji, bo te miasteczka leżą poza naszą trasą, przy drodze są tylko pola, nie ma gdzie się zatrzymać i usiąść. Dopiero krótko przed Artenay droga wjeżdża do wioski Château-Gaillard, gdzie w miejscowej knajpie siedzi więcej osób niż pewnie mieszka w tej miejscowości. Pozdrawiają nas: o, Tour de France, he, he… Pijemy coś szybkiego i godzinę później, o zmroku, dojeżdżamy do Orleanu.

Reklamy

Written by Dariusz Lipiński

15/07/2016 @ 23:50

Napisane w Bez kategorii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: