Blog Dariusza Lipińskiego

Wojna plemion w Parlamencie Europejskim

leave a comment »

  Pomysł Marka Migalskiego, aby PO, PiS i inne polskie partie centroprawicowe, które dostaną się do Parlamentu Europejskiego przystąpiły do jednej frakcji jest sensowny, choć pozbawiony szans na realizację. Sensowny jest jednak tylko warunkowo, bo Migalski dopuszcza dwie możliwości: przystąpienie polskich europosłów do grupy Europejskiej Partii Ludowej (EPP) lub Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Otóż nie bardzo widzę sens przystępowania do tej drugiej, do której w obecnej kadencji należało niewiele ponad 6% europosłów. Polityczne znaczenie i siła przebicia takiej frakcji, piątej co do wielkości, jest niewielkie, taka gra nie jest warta świeczki. Sens ma wyłącznie przystąpienie do chrześcijańsko-demokratycznej grupy EPP, najliczniejszej w obecnej kadencji i prawdopodobnie w przyszłej. Gdyby należeli do niej wszyscy nasi centroprawicowi europosłowie, polska reprezentacja byłaby jedną z najliczniejszych (w tej kadencji nawet najliczniejszą: składałaby się z 44 deputowanych, podczas gdy Niemców jest w niej 42). A to oznaczałoby odpowiedni do siły tej reprezentacji wpływ na decyzje frakcji, choćby na wybór przewodniczącego Komisji Europejskiej.

 Niestety z takich pomysłów nic nie wyjdzie. Polski interes w Parlamencie Europejskim jest bowiem w kompletnej sprzeczności z wewnątrzkrajowym interesem politycznym dwu największych partii, Platformy i PiS-u. Dla każdej z nich racją bytu jest nienawiść do tej drugiej. Kaczor z Donaldem nie podadzą sobie dłoni w Brukseli i Strasburgu, bo popadliby w sprzeczność z najważniejszym dogmatem swoich partii: że ta druga jest ucieleśnieniem wszelkiego politycznego zła. Tego zresztą nie wytrzymałyby też żelazne elektoraty obu partii, od 9 lat tresowane do czarno-białego, plemiennego widzenia polskiej „polityki”.

 Zamiar eksportu polsko-polskiej wojny politycznej do Brukseli i Strasburga widać od pierwszych spotów reklamowych PiS-u i PO. Ich głównym przesłaniem była lotniskowa przygoda Jacka Protasiewicza z jednej strony i penis Adama Hofmana z drugiej, tematy zaiste europejskie i merytoryczne. Ze spotów tych biła pogarda dla rozumu wyborców. O żadnym „polskim interesie” w PE nie było mowy. Bo nie o polski interes w nich chodziło, tylko o zdefiniowanie wroga i zmobilizowanie pospolitego ruszenia przed kolejną bitwą. Stawką tej bitwy są przyszłoroczne wybory parlamentarne, stawką całej wojny – polityczna eksterminacja wrogiego plemienia.

 Ani Kaczor, ani Donald nie złożą wam deklaracji gotowości do współpracy w Parlamencie Europejskim. Czy zatem warto na nich głosować?

 

Reklamy

Written by Dariusz Lipiński

02/05/2014 @ 14:33

Napisane w Bez kategorii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: