Blog Dariusza Lipińskiego

Uczyć Unię geografii Europy

leave a comment »

Cały czas mamy nadzieję, że konflikt na Ukrainie rozstrzygnie się metodami demokratycznymi i pokojowymi, a Unia Europejska, wcześniej bierna, trochę się zaktywizowała. Nie zmienia to mojej oceny z poprzedniego wpisu, którą muszę trochę rozbudować, bo niektóre komentarze na fejsbuku świadczą o tym, że – być może – wyraziłem ją trochę nieprecyzyjnie. Precyzuję zatem. Głównym problemem jaki Unia Europejska posiada z własnym sąsiedztwem jest brak jakiejkolwiek myśli strategicznej na ten temat. Brak koncepcji kogo z pukających do drzwi domu o nazwie „Unia” wpuścimy kiedyś do środka, kogo nie, a kogo będziemy nęcili perspektywą przyjęcia, tak naprawdę nie mając zamiaru tego uczynić.

Pierwsza grupa jest nieliczna, składa się chyba tylko z Islandii i być może – ale zdecydowanie mniej chętnie – z niektórych krajów Zachodnich Bałkanów, zresztą tylko dlatego, aby już nigdy w przyszłości region ten nie stał się groźnym dla Europy jej płonącym podbrzuszem. Pozostali sąsiedzi Unii należą do drugiej lub trzeciej grupy, „stara” Unia wrzuca ich wszystkich do jednego wora. W ten sposób w stu procentach europejska (geograficznie, historycznie i kulturowo) Mołdawia – przed II wojną światową część Rumunii, dzisiejszego członka UE – jest traktowana tak samo, jak kraje Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu, a gdybyśmy dokładnie policzyli pieniądze przeznaczane na Partnerstwo Wschodnie i Unię Śródziemnomorską, to pewnie okazałoby się, że jest traktowana gorzej. Z Turcją umowę stowarzyszeniową (taką samą jak ta, o której tak marzą entuzjaści Unii na Euromajdanie) podpisano 51 (słownie: pięćdziesiąt jeden!) lat temu, a status oficjalnego kandydata przyznano jej lat temu 15. I co? I nic. Można oczywiście dyskutować o tym, w jakim stopniu kraj ten jest „europejski”, ale jeśli nie jest, to po co było to stowarzyszenie? (Inna sprawa, że dzisiaj to już raczej dynamicznie rozwijająca się gospodarczo Turcja zaczyna dystansować się od zbiurokratyzowanej i pogrążonej w kryzysie Unii, a nie na odwrót.)

Dla „starej” Unii Ukraina czy Mołdawia są może jeszcze bardziej egzotyczne od Turcji. Dążenie do zmiany tego stanu złej woli i/lub ignorancji, powinno być priorytetem wewnątrzunijnej aktywności Polski. Dobrze, że premier Tusk aktywnie zabiega w europejskich stolicach o wsparcie dla Ukrainy. Zrozumiałe jest ciągłe przypominanie Ukraińcom, że muszą przeprowadzić niezbędne reformy, nam kiedyś też to mówiono. Ale nie można mówić wyłącznie: reformujcie się. Trzeba mówić: reformujcie się, a wówczas uzyskacie perspektywę członkostwa. Nawet nie członkostwo, a tylko szansę na nie, może dopiero za wiele lat. Ale Unia nie mówi nawet tyle.

Sąsiadująca z Ukrainą Mołdawia od pięciu lat jest regionalnym liderem proeuropejskich reform, a traktowana jest tak samo jak jej większy sąsiad. Odmawianie tym państwom warunkowej przecież perspektywy członkostwa jest wielkim zwodzeniem ich obywateli i wstydem dla Unii. Rodzi także ryzyko, że dzisiejsi entuzjaści, jeśli zostaną oszukani, staną się jej wrogami. Zmianę nastawienia części starej Unii uważam za najważniejsze zadanie polskiej polityki zagranicznej. W Mołdawii w 2009 roku Polska odegrała piękną, choć mało znaną rolę. O tym też warto kiedyś napisać, bo dobre wzory należy powielać.

Reklamy

Written by Dariusz Lipiński

03/02/2014 @ 23:40

Napisane w Bez kategorii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: